Coraz więcej dorosłych decyduje się dziś na powrót do nauki języka angielskiego. Rynek pracy wyraźnie pokazuje, że znajomość angielskiego przestała być już wyróżnikiem i na wielu stanowiskach jest dziś jednym z podstawowych wymagań. Zmiany w sposobie pracy, komunikacji i współpracy międzynarodowej sprawiają, że język obcy staje się codziennym narzędziem, a nie dodatkiem.
Jeśli miałbym wskazać jedno zdanie, które słyszę najczęściej od dorosłych uczniów, byłoby to: „Dużo rozumiem po angielsku, ale nie mówię”. Ten schemat powtarza się niezależnie od poziomu i doświadczenia. Często nie stoi za nim brak wiedzy, ale frustracja i poczucie, że coś w tej nauce nie działa tak, jak powinno. Rozumienie przychodzi z czasem, wystarczy regularny kontakt z językiem. Mówienie wymaga jednak czegoś więcej – realnej, choćby niedoskonałej produkcji. Gdy język przez lata był głównie słuchany i czytany, a rzadko używany, mózg nie uczy się reagować w czasie rzeczywistym. Efekt? Blokada mimo realnego kontaktu z angielskim.
To doświadczenie jest dość popularne dla wielu dorosłych, którzy trafiają do mnie na zajęcia w Szkole Bez wymówek. To osoby często z solidnym zapleczem rozumienia, ale poczuciem, że mówienie wciąż nie działa tak, jakby chcieli.
Jak nad tym pracować? Przede wszystkim wprowadzić język do codzienności w taki sposób, aby mózg zaczął go produkować, a nie tylko rozpoznawać. Jednym z najprostszych i najskuteczniejszych narzędzi jest mówienie do samego siebie po angielsku. Na pierwszy rzut oka brzmi banalnie, ale uruchamia dokładnie ten sam mechanizm, który działa w prawdziwej rozmowie. Wystarczy jeden komentarz w myślach lub na głos: muszę odpisać na maila (I need to answer this email today). Podobnie działa opowiadanie sobie własnego dnia – kilka minut wieczorem lub w drodze do domu, bez notatek i bez słowników. Codzienne życie dostarcza autentycznego kontekstu, a mózg uczy się łączyć język z realnym doświadczeniem, a nie z ćwiczeniem z podręcznika.
Kolejnym krokiem jest przeniesienie na angielski dialogów, które i tak prowadzisz w głowie – z szefem, klientem, współpracownikiem czy nawet ulubionym aktorem. Taki dialog wymusza ciągłość myślenia: pytanie, odpowiedź, reakcję, kolejne zdanie. Właśnie tego brakuje większości dorosłych uczących się języka. Z czasem angielski zaczyna też pojawiać się w prostych procesach myślowych – przy planowaniu dnia, podejmowaniu decyzji czy komentowaniu sytuacji. Nie chodzi o perfekcję, ale o obecność języka wcześniej, zanim pojawi się realna rozmowa. Gdy angielski funkcjonuje w codziennych myślach choćby przez kilka minut dziennie, mówienie przestaje być stresującym „egzaminem”, a zaczyna być naturalnym przedłużeniem tego, co mózg już robi.
Nauka języka angielskiego w dorosłym życiu nie polega na wielogodzinnych sesjach z podręcznikiem i uzupełnianiu kolejnych luk w zadaniach. Często wystarczy zmienić sposób pracy z językiem i stworzyć warunki do regularnej, bezpiecznej produkcji. Jeśli rozumiesz więcej, niż jesteś w stanie powiedzieć, to nie jest porażka – to sygnał, że jesteś bliżej, niż myślisz. Mówienie nie wymaga „gotowości”, tylko praktyki dopasowanej do dorosłego życia. Na tym opiera się moja oferta zajęć – bez presji, bez oceniania i z pełnym zrozumieniem tego, z czym mierzą się dorośli uczący się języka. Czasem decyzja, by spróbować inaczej, naprawdę zmienia więcej, niż się wydaje.


