Znasz to uczucie, kiedy wiesz, że nauka angielskiego jest dla Ciebie ważna, ale kolejny dzień kończy się tak samo? Najpierw pojawia się myśl: „zrobię to wieczorem”, potem: „jutro będę mieć więcej siły”, aż w końcu mija tydzień i nic się nie zmienia. Nie dlatego, że Ci nie zależy, ale raczej dlatego, że po całym dniu mózg wybiera to, co najprostsze i najbardziej znajome. I nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy wciąż masz przekonanie, że warto wrócić do nauki, to coś w środku zawsze przesuwa ten moment o kolejny dzień.
Motywacja do nauki języka nie znika nagle. Ona po prostu nie ma warunków, żeby się utrzymać. Bardzo często traktujemy ją jak uczucie, które powinno się pojawić samo z siebie, najlepiej w idealnym momencie. Tymczasem motywacja jest procesem, w którym mózg nieustannie podejmuje decyzje o tym, na co wydać energię i uwagę. I w tych decyzjach nie liczy się to, co uważasz za ważne, tylko to, co jest najłatwiejsze tu i teraz. Nauka języka ma jedną zasadniczą wadę: wysiłek pojawia się od razu, a nagroda dopiero po czasie. W starciu z codziennymi obowiązkami, zmęczeniem i natłokiem bodźców bardzo często przegrywa. Nie dlatego, że jesteś niesystematyczny, tylko dlatego, że proces nauki nie jest dopasowany do realnego życia.
W tym miejscu często pojawia się prokrastynacja, która niesłusznie kojarzy się z lenistwem. Odkładasz naukę nie dlatego, że Ci się nie chce, ale dlatego, że mózg próbuje Cię ochronić przed dyskomfortem. Nauka języka, zwłaszcza mówienie, wiąże się z niepewnością, możliwością błędu i oceną, nawet jeśli nikt realnie Cię nie ocenia. Dorosły uczeń ma za sobą doświadczenia szkolne, w których błąd był problemem, a nie częścią procesu, więc mózg szybko uczy się jednego: lepiej tego unikać. Prokrastynacja jest więc mechanizmem regulacji emocji, a nie problemem z charakterem. To ważna zmiana perspektywy, bo zamiast walczyć z sobą, możesz zacząć projektować naukę tak, żeby mózg nie musiał się przed nią bronić. Jak to zrobić?
Największa zmiana zaczyna się wtedy, gdy przestajesz czekać na motywację, a zaczynasz zmieniać warunki działania. Motywacja bardzo rzadko pojawia się przed ruchem. Zazwyczaj przychodzi dopiero po nim. Jeśli nauka angielskiego oznacza w Twojej głowie wyjęcie zeszytu, otwarcie książki, godzinę skupienia i walkę z poczuciem, że „powinienem umieć więcej”, to nic dziwnego, że odkładasz ją na później. Mózg widzi w tym zadaniu zmęczenie, stres i wysiłek. Dlatego krótkie sesje bardzo często działają lepiej niż ambitne plany, które wymagają idealnego dnia. Trzydzieści minut konkretnej pracy, jedno jasno określone zadanie, poczucie, że coś zostało zrobione, nawet jeśli niewiele – to są momenty, w których zaczyna budować się realna motywacja. Regularność wygrywa z intensywnością, bo daje poczucie kontroli, a mózg bardzo tego potrzebuje.
Motywacja nie rodzi się z wielkich postanowień, tylko z małych wygranych. Z chwili, w której mówisz do siebie po angielsku w drodze do pracy i orientujesz się, że poszło łatwiej niż ostatnio. Z momentu, gdy po kilku dniach widzisz, że rozumiesz więcej, reagujesz szybciej, nie zatrzymujesz się tak często. To są drobne sygnały, które mózg zaczyna łączyć z nauką. I to właśnie one sprawiają, że kolejnego dnia łatwiej jest zacząć, nawet bez entuzjazmu.
Na końcu warto powiedzieć jedno: jeśli znów odkładasz naukę, to nie dlatego, że coś z Tobą nie tak. Najczęściej dlatego, że próbujesz uczyć się języka w sposób, który nie pasuje do Twojego życia. A motywacja nie pojawia się wtedy, gdy zmuszasz się do działania. Pojawia się wtedy, gdy nauka przestaje być ciężarem, a zaczyna być czymś, co da się wcisnąć między zwykły dzień, zmęczenie i obowiązki. I od tego momentu wszystko zaczyna wyglądać inaczej.


